Blog
Fotografowanie to emocje a nierzadko wyrzeczenia i trudności. Opisuję tutaj swoje zmagania i okoliczności powstawania poszczególnych ujęć oraz towarzyszące temu przemyślenia.

Wciąż podekscytowany i zmotywowany wspaniałym spotkaniem z Lisem dnia poprzedniego ponownie wyruszyłem w plener. Licząc na kolejne takie spotkanie przemierzałem dobrze mi znany teren. Spodziewane rozczarowanie - Lisa nie było. Jednak w drodze powrotnej sfotografowałem przepłoszoną parę kaczek w locie. Trochę od niechcenia. Wyszło całkiem ładne ujęcie.

Ten dzień był jednym z tych nielicznych, które wynagradzają wytrwałość fotografa przyrody. W czasie rutynowego “patrolu” przyrodniczego w oddali zauważyłem ruch w trawie. Po szybkim spojrzeniu w lornetkę okazało się, że to lis. Układ czynników wydawał się beznadziejny, jednak nauczony doświadczeniem podjąłem próbę. Lis się położył. Podchód do lisa musiał odbyć się z wiatrem a ostre słońce świeciło mi prosto w oczy. Jedyne szansa to wykorzystanie ukształtowania terenu. W odległości ok 100m od zwierzęcia zacząłem się czołgać. Po osiągnięciu odpowiedniej odległości podniosłem się ostrożnie - Lis mnie zauważył ale nie uciekł. Pierwsza seria zdjęć wykonana. Ostre, kontrowe światło nie są wymarzonymi warunkami do fotografowania. Jednak najlepsze miało nadejść. Lis stał zaciekawiony po czym poczłapał w zarośla. Nic sobie nie robiąc z mojej obecności położył się i zaczął wygrzewanie na słońcu. Znalazłem “tunel” w zaroślach z dobrym widokiem na zwierzę i zrobiłem to samo. Kolejne serie zdjęċ a pomiędzy nimi podczołgiwanie w kierunku lisa, metr po metrze. Patrzyliśmy sobie w oczy. Szczyt ekscytacji nastąpił gdy Lis wstał i zaczął iść w moim kierunku. Ostatnie zdjęcie wykonałem z odległości kilku metrów.

Wiosenny rekonesans w terenie. Przyroda stopniowo budzi się z zimowego letargu a prawdziwa eksplozja życia zdaje się wisieć w powietrzu. Można zaobserwować między innymi coraz większą aktywność różnych gatunków ptaków. Żurawie są już obecne od połowy lutego, więc zdążyły już się dobrze zadomowić w wiosennym krajobrazie a ich podniebna aktywność jest wysoka. W pewnym momencie para żurawi zaczęła krążyć mi nad głową, zjawisko raczej nietypowe i bardzo dobry moment do uchwycenia ptaka w locie. Można by pomyśleć - kolejne zdjęcie żurawia w locie na tle niebieskiego nieba - nuda. Dopiero po zgraniu zdjęć na komputer zdałem sobie sprawę jaki detal udało mi się przy tej okazji sfotografować ;-) Cóż, fizjologia zwierząt to nieodłączny aspekt natury a powstałe ujęcie można zaklasyfikować w do osobliwych.

Po przedzieraniu przez zaspy snieżne zaplanowany miałem odpoczynek i fotografowanie pospolitych ptaków na brzegu Rzeki Łeby. Zwabione pożywieniem sikory i inne drobne ptaki latały nerwowo i nie współpracowały zbytnio. Cierpliwość jednak popłaciła i gdy już miałem się zbierać w drogę powrotną ze śniegu, niczym duch wyłoniła się Łasica w białej szacie zimowej. Zaledwie 2m od miejsca w którym czatowałem. Zupełnie niespodziewany gość sprawił, że zamarłem na chwilę w zastanowieniu na co tak właściwie patrzę. Krótka wizyta tego najmniejszego z polskich drapieżników pozwoliła jedynie na dwa szybkie ujęcia. To był świetny dzień.

Po obfitych opadach śniegu, krajobraz przyrodniczy nareszcie zmienił się na adekwatny dla tej pory roku. Mimo trudnych warunków pogodowych postanowiłem wykorzystać przerwę między śnieżycami na mały rekonesans. Powrót na odcinek Rzeki Łeby, na którym niedawno zaobserwowałem Zimorodka zaskutkował ciekawym ujęciem... makro. Ku mojemu zdziwieniu brnąc po kolana w świeżym puchu na jego powierzchni natrafiłem na kilka okazów gąsienicy motyla, prawdopodobnie Barczatka napójka. Widok bardzo niezwykły o tej porze roku. Przyroda nieustannie zaskakuje.

Klika ostatnich tygodni nie obfitowało w jakiekolwiek spektakularne spotkania przyrodnicze. Jednakże przyroda potrafi zaskakiwać. W czasie ostatniego pleneru, który poświęciłem na poszukiwanie nowych miejscówek do fotografowania Zimorodka niespodziewanie natrafiłem na współpracujący okaz Sójki. Zdobycz tym bardziej satysfakcjonująca, że gatunek ten jest bardzo czujny i hałaśliwy, wręcz uchodzi za "system alarmowy lasu". Napotkany osobnik siedział niewzruszony na gałęzi, tuż nad moją głową i zdawał się naśladować dźwięki sprzętu fotograficznego. Miły dodatek do spotkania z Zimorodkiem w nowym miejscu.

Mroźny i słoneczny dzień, Święta Bożego Narodzenia to dobra okazja by wybrać się w plener, bardzo lokalny bo do pobliskiego parku. Napotkane stado Trznadli oraz Gili jakoś nie "współpracowało". Musiałem się zadowolić odpoczywającym na drzewie Kosem.

Ostatnie grudniowe plenery jak już dochodzą do skutku są bezowocne. Tym bardziej cieszy napotkanie i sfotografowanie czegokolwiek. Dobrze mi znany Potrzeszcz nieco uratował moje fotograficzno-przyrodnicze ego przed frustracją. Już nie raz przedstawiciel tego gatunku zapozował i sprawił mi długo wyczekiwaną radość.

Wbrew prognozom pogody poranek okazał się całkiem pogodny. Bardzo mało takich dni ostatnio. Szybkie przeplanowanie dnia pozwoliło na krótki rekonesans fotograficzny. Pora roku nie sprzyja fotografowaniu właściwie czegokolwiek. Na sam koniec pleneru natrafiłem na niepozornego ptaka rozglądającego się z jednego ze śródpolnych drzewek. Po powrocie do domu i przejrzeniu zrobionych fotografii okazało się, że pierwszy raz sfotografowałem Dzierzbę Srokosza. Ptak z wyglądu nieszczególnie ciekawy jednak słynący z makabrycznych zwyczajów: po upolowaniu zdobyczy nadziewa ją na cierń lub gałązkę pozostawiając ją sobie "na później".

Nocą nadeszły pierwsze zimowe mrozy. Stawy, na których czasem fotografuję ptaki wodne pokryły się cienką warstwą lodu. Dosłownie kilku milimetrowa tafla była już w stanie utrzymać nawet tak ciężkiego ptaka jakim jest Łabędź niemy. Bardzo śliska powierzchnia świeżo zamarzniętej wody to duże wyzwanie dla młodego ptaka. Uwieczniłem moment, w którym młody Łabędź akurat złapał równowagę. Widok ślizgającego się ptaka to dość komiczne widowisko.