Blog
Fotografowanie to emocje a nierzadko wyrzeczenia i trudności. Opisuję tutaj swoje zmagania i okoliczności powstawania poszczególnych ujęć oraz towarzyszące temu przemyślenia.

Naładowany pozytywną energią po spotkaniu z Wiewiórkami, kontynuowałem spacer wzdłuż rzeki Łeby. Zasiadłem na brzegu jednego z zakoli w oczekiwaniu aż coś nadpłynie lub nadleci. Bez szczególnych oczekiwań. W pewnym momencie, kątem oka, na przeciwległym brzegu rzeki zauważyłem jakiś ruch. Nie dalej jak 5 metrów ode mnie w korzeniach nadbrzeżnego drzewa spał sobie Bóbr. Ubarwienie jego futra tak doskonale go maskowało, że gdyby się lekko nie poruszył nie zauważył bym go. Tak siedząc nad rzeką obserwowałem jego powolne przebudzanie. W międzyczasie tuż obok mnie z trawy wyskoczyła na moment maleńka łasica. Wraz z coraz silniej świecącym słońcem i wzrastającą temperaturą gryzoń budził się z głębokiego snu. Gdy promienie porannego słońca padły na jego ciało przystąpił do porannej toalety. Po uporządkowaniu futra wyłonił się ze swojego legowiska. To był moment na który czekałem i sfotografowałem wodnego inżyniera. Po kilku kolejnych leniwych minutach bóbr zanurzył się niespiesznie w rzece i odpłyną. To kolejna opowieść o niezapomnianych chwilach z serii "Przyroda zaskakuje".

Poranne wyjście w plener bez konkretnego celu. Przejść się po parku i sfotografować co się napotka. W porze Złotej godziny pierwszym napotkanym zwierzęciem była harcująca po parkowych drzewach Wiewiórka. Paradoksalnie nie sfotografowałem do tej pory tego pospolitego gatunku. Radość tym większa, że do jednej dołączyły kolejne trzy. Dobra rozgrzewka do tego co nastąpiło w dalszej części poranka.

Na zakończenie dość udanego porannego pleneru sfotografowałem żerującego na ziemi Drozda śpiewaka. Oświetlenie kontrowe, trudne ale dające pewne szczególne możliwości. Światło lekko prześwitujące przez dziób i nogi ptaka podkreśliło delikatność tego ujęcia.

W drodze powrotnej brzegiem rzeki zatrzymałem się przy tym samym drzewie, przy którym wcześniej sfotografowałem samicę Kosa. Pora przedpołudniowa, dzień całkiem ciepły a więc spora aktywność pszczół wokół okwieconego drzewa. Dobra okazja żeby "potrenować" rękę do makro. W efekcie sympatyczne ujęcie pszczoły zbierającej nektar.

Kolejny piękny wiosenny dzień poświęcony na plener wzdłuż rzeki Łeby. Za każdym kolejnym razem coraz bardziej przekonuję się o przyrodniczym potencjale tego miejsca. Pierwsze ujęcie tego dnia to samica Kosa kryjąca się pośród dopiero co zakwitłych kwiatów. Ujęcie dalekie od doskonałości ale myślę, że dość przyjemne w odbiorze.

Wciąż podekscytowany i zmotywowany wspaniałym spotkaniem z Lisem dnia poprzedniego ponownie wyruszyłem w plener. Licząc na kolejne takie spotkanie przemierzałem dobrze mi znany teren. Spodziewane rozczarowanie - Lisa nie było. Jednak w drodze powrotnej sfotografowałem przepłoszoną parę kaczek w locie. Trochę od niechcenia. Wyszło całkiem ładne ujęcie.

Ten dzień był jednym z tych nielicznych, które wynagradzają wytrwałość fotografa przyrody. W czasie rutynowego “patrolu” przyrodniczego w oddali zauważyłem ruch w trawie. Po szybkim spojrzeniu w lornetkę okazało się, że to lis. Układ czynników wydawał się beznadziejny, jednak nauczony doświadczeniem podjąłem próbę. Lis się położył. Podchód do lisa musiał odbyć się z wiatrem a ostre słońce świeciło mi prosto w oczy. Jedyne szansa to wykorzystanie ukształtowania terenu. W odległości ok 100m od zwierzęcia zacząłem się czołgać. Po osiągnięciu odpowiedniej odległości podniosłem się ostrożnie - Lis mnie zauważył ale nie uciekł. Pierwsza seria zdjęć wykonana. Ostre, kontrowe światło nie są wymarzonymi warunkami do fotografowania. Jednak najlepsze miało nadejść. Lis stał zaciekawiony po czym poczłapał w zarośla. Nic sobie nie robiąc z mojej obecności położył się i zaczął wygrzewanie na słońcu. Znalazłem “tunel” w zaroślach z dobrym widokiem na zwierzę i zrobiłem to samo. Kolejne serie zdjęċ a pomiędzy nimi podczołgiwanie w kierunku lisa, metr po metrze. Patrzyliśmy sobie w oczy. Szczyt ekscytacji nastąpił gdy Lis wstał i zaczął iść w moim kierunku. Ostatnie zdjęcie wykonałem z odległości kilku metrów.

Wiosenny rekonesans w terenie. Przyroda stopniowo budzi się z zimowego letargu a prawdziwa eksplozja życia zdaje się wisieć w powietrzu. Można zaobserwować między innymi coraz większą aktywność różnych gatunków ptaków. Żurawie są już obecne od połowy lutego, więc zdążyły już się dobrze zadomowić w wiosennym krajobrazie a ich podniebna aktywność jest wysoka. W pewnym momencie para żurawi zaczęła krążyć mi nad głową, zjawisko raczej nietypowe i bardzo dobry moment do uchwycenia ptaka w locie. Można by pomyśleć - kolejne zdjęcie żurawia w locie na tle niebieskiego nieba - nuda. Dopiero po zgraniu zdjęć na komputer zdałem sobie sprawę jaki detal udało mi się przy tej okazji sfotografować ;-) Cóż, fizjologia zwierząt to nieodłączny aspekt natury a powstałe ujęcie można zaklasyfikować w do osobliwych.

Po przedzieraniu przez zaspy snieżne zaplanowany miałem odpoczynek i fotografowanie pospolitych ptaków na brzegu Rzeki Łeby. Zwabione pożywieniem sikory i inne drobne ptaki latały nerwowo i nie współpracowały zbytnio. Cierpliwość jednak popłaciła i gdy już miałem się zbierać w drogę powrotną ze śniegu, niczym duch wyłoniła się Łasica w białej szacie zimowej. Zaledwie 2m od miejsca w którym czatowałem. Zupełnie niespodziewany gość sprawił, że zamarłem na chwilę w zastanowieniu na co tak właściwie patrzę. Krótka wizyta tego najmniejszego z polskich drapieżników pozwoliła jedynie na dwa szybkie ujęcia. To był świetny dzień.

Po obfitych opadach śniegu, krajobraz przyrodniczy nareszcie zmienił się na adekwatny dla tej pory roku. Mimo trudnych warunków pogodowych postanowiłem wykorzystać przerwę między śnieżycami na mały rekonesans. Powrót na odcinek Rzeki Łeby, na którym niedawno zaobserwowałem Zimorodka zaskutkował ciekawym ujęciem... makro. Ku mojemu zdziwieniu brnąc po kolana w świeżym puchu na jego powierzchni natrafiłem na kilka okazów gąsienicy motyla, prawdopodobnie Barczatka napójka. Widok bardzo niezwykły o tej porze roku. Przyroda nieustannie zaskakuje.